.piąte piętro hotelu detox
![]() |
Link 23.01.2012 :: 18:01 pisz (1) nie patrzę ludziom w oczy. spuszczam wzrok co raz częściej. boję się swoich małych grzechów, boję się swojej złości i nienawiści. ostatnio zastanawiam się gdzie bym dziś była, gdyby ktoś nade mną nie czuwał, przecież były setki takich chwil, których przeraża mnie dzisiejsze wspomnienie. śnią mi się w nocy złe scenariusze dawno zakończonych historii. budzę się przerażona, z bijącym sercem prawie co noc o 2:15. nie wiem już, czy nadawać temu jakiekolwiek znaczenie, może to tylko moja wyobraźnia za bardzo szaleje, karmiona co wieczór używkami. czuję, że niedługo przyjdzie ten moment kiedy będę chciała uciekać. zaczynam pluć jadem, wypominać i narzekać. muszę być silna. Link 09.03.2012 :: 12:18 pisz (1) ćwiczę wytrwałość, wytrzymałość, sprawdzam czy sama ze sobą wytrzymam trochę dłużej niż zwykle, czy przełamię granice, bariery, które przez lata tak uparcie budowałam, czy polubię siebie chociaż trochę, czy znienawidzę jeszcze bardziej. a moja nienawiść do samej siebie jest bardzo widoczna, tak na co dzień, jeśli krzyczę na niego, bo zostawił swoją torbę pod nogami (bo potknęłam się po raz setny), to nie dlatego, że ta torba (ta torba to pretekst), potem uruchamia się lawina wspomnień - wypomnień. za chwile cofam się bardzo gładko do wydarzeń sprzed miesięcy, bardzo łatwo przypominam sobie w co byłeś ubrany, za chwilę krzyczę niemiłosiernie, jakby w zamian za to, że wtedy, te kilka miesięcy temu zamilkłam. żeby tylko jeszcze znała przyczynę moich złości. wciąż się za nie wstydzę, potem przepraszam, obiecuję poprawę. tak w kółko. teraz mam wrażenie, że moje życie opiera się na spaniu, jedzeniu, sraniu, chodzeniu do szkoły i pracy. wciąż te same rutynowe czynności, w których nie ma nawet grama zaskoczenia. czasem tylko zatrzymam wzrok na jakimś dziecku czy pijanym gościu w tramwaju. w słuchawkach mam wciąż te same kawałki. nic się nie zmienia. pory roku jedynie, dni tygodnia i godziny. a ja stoję w miejscu. nie rozwijam siebie, swoich pasji, doszłam do wyjałowienia. a jak rozmowa to o niczym. o chorobach, chujowej pracy, nienapisanych pracach, terminach które gonią o tym co ugotuję jutro na obiad i gdzie taniej kupię pomidory. same absurdy. spotykam się z nimi tak często, że nawet to mnie nie dziwi. i zastanawiam się, czy w ogóle coś mnie jeszcze dziwi. i czy zdziwić może. jeśli nie obudzę się z tego marazmu to taka już zostanę zawsze. Link 15.03.2012 :: 12:02 pisz (1) zostawił mnie samą na 3 noce. już nie pamiętam kiedy rozstawaliśmy się na tak długo. nie umiałam sobie wyobrazić jak to jest bez niego. teraz już wiem. jest okropnie. śpi się samemu - owszem całkiem wygodnie, ale budzi się bardzo źle. nikt nie całuje rano na dzień dobry i nikt nie wita gdy wracam późno ze szkoły czy pracy. nie ma dla kogo ugotować obiadu i nie ma go z kim zjeść. telefony to taka namiastka kontaktu, że nie chcę się już rozstawać nigdy. ale cóż, siła wyższa... nie było to uzależnione od żadnego z nas. musiał pojechać. i zdałam sobie sprawę z tego, że stanowię jego część, a on jest częścią mnie. i nie chcę żeby było inaczej. |